wtorek, 18 września 2007
Pożegnanie które nie jest pożegnaniem...
Drodzy czytelnicy... W związku z gigantycznymi kłopotami z dodawaniem zdjec oraz edycją tekstów a takze w zwiazku z niechęcią do pomocy ze strony administratorów serwisu blog zostaje przeniesiony... Jesli czytaliscie, czytacie lub chcecie czytac mojego bloga napiszcie do mnie maila a z checia podam Wam jego nowy adres... Licze na to, że spotkamy sie w nowym miejscu w tym samym, wiernym skladzie... Pozdrawiam... misiaczek410...
wtorek, 07 sierpnia 2007
Wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa... - dzień pierwszy...
Wszystko zaczęło się w piątek... Jak to zwykle przed każdym wyjazdem nawarstwiło się mnostwo spraw... Musiałem posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, opieprzyć brata który aktualnie jest u mnie na wakacjach... M. też nie miała lekko... O 7:30 wstawiła do warsztatu biedronkę czyli swój sportowy bolid w postaci Seicento bo sie zbuntowało i powiedziało że ładować akumulatora nie bedzie i skoro my sobie mamy kupić kowbojskie kapelusze to ono chce przynajmniej alternator... Dostało... Powiedziało grzecznie "dziękuje" i obiecało że się nie zepsuje... Najciekawsze jest to, że my wydaliśmy mniej więcej tyle kasy na osobę ile kosztował alternator do biedronki... I niech mi ktoś powie że samochód nie jest członkiem rodziny... Po krótkim płaczu ze strony córek M. (to znaczy tylko B. plakała, K. zniosła to niezle) ruszyliśmy... Pierwszą akcję zaliczyliśmy 8 kilometrów od domu... W pewnej chwili M. poczerwieniała na twarzy jakby zjadła papryczke chili i powiedziała: - O kurwa!!! Zapomnieliśmy butli!!! Sprawa była na tyle poważna że M. bardzo lubi kawę a cały nasz jadłospis opierał się na chińskich zupkach i potrawach z grilla czyli można powiedzieć że 2/3 naszego jedzenia szlag trafił ale postanowiliśmy iść na żywioł (czyli co będzie to będzie) i nie wróciliśmy... Po lekkich klopotach żołądowych u mnie i lekkich klopotach z ruchem wahadłowym na trasie dotarliśmy do Mrągowa... Uwierzcie że to chyba najbardziej urokliwe miasto jakie znam... Przynajmniej na Mazurach... Pole namiotowe oczywiście było zawalone do granic możliwości... Nawet gdybym chciał wetknąć przyslowiową szpilkę z calą pewnością ukłuł bym kogoś w dupe... Mimo tego znaleźliśmy dwa miejsca, nawet blisko siebie... Chwilę po tym jak zdecydowalismy się na którym się rozbijemy drugie miejsce też było zajęte... Zajęła je para z Warszawy o której będzie jeszcze później... Ciekawe gdzie byśmy spali jakbyśmy przyjechali pol godziny później... Reszte wieczoru spędziliśmy tak:
![]() ![]() I tak się skończył pierwszy dzień...
czwartek, 26 lipca 2007
Bezsens czwarty...
Nawet nie będę tego komentował... ![]() Jakby mi ktos tylko mógł wyjaśnić co oznacza ten znak to bylbym wdzięczny...
sobota, 14 lipca 2007
Krótki wykład o słowach...
Dziś będzie o słowach... O tych potrzebnych i o tych niepotrzebnych... O tych miłych i o tych niemiłych... O różnych... Zastanawiam się czy wszystkie słowa w języku polskim są potrzebne... Czy nie możnaby zrobić tak jak z amerykańskim "sorry"... U nich oznacza to zarówno "przepraszam" jak i "przykro mi"... Czy więc nie można tak zrobić u nas?? Nie chcę przez to powiedzieć że nie podoba mi się język polski... Kocham go i to prawdopodobnie dlatego nie mam chęci uczyć się jezyków obcych... Zastanawia mnie tylko czy nie możnaby jakoś łatwiej, prościej, bezproblemowo... Niedawno Rada Języka Polskiego uznała słowo "przyszłem" za poprawne... Podobno było tak często używane że musieli to uznać... Mój kolega mawia że obie formy są poprawne bo "przyszedłem" mówi się jak się wraca z daleka a "przyszłem" jak się przychodzi z bliska... Dowcipniś... To teraz wyobraźcie sobie koniec świata... Rozstępują się niebiosa, walą gromy, woda zalewa lądy... I w tym wszystkim schodzi na ziemię Bóg i mówi "PRZYSZŁEM"... Chyba bym wolał do piekła... A co jeśli kogoś nie lubimy?? Nie chcemy się z tą osobą spotykać?? Jest milion zwrotów którymi pozbywamy się natręta... "Nie chcę z Tobą rozmawiać", "Nie chcę Cię widzieć na oczy", "Nie interesuje mnie co chcesz mi przekazać"... Każdy to przerabiał... Nie wystarczyłoby jedno krótkie "SPIER...AJ"?? Jedno słowo a tak wiele mówi po cholerę więc się produkować?? Rozpatrzmy jeszcze jedną sytuację... Każdy z nas ma kogoś kogo darzy uczuciem... Męża, brata, dzieci, psa... Nieistotne... Czy zamiast mowić: 1) Szanuję Cię... 2) Jesteś mi potrzebny... 3) Brakuje mi Ciebie... ... ... ... 10983913) Jest mi smutno gdy Cie nie ma... Nie wystarczyłoby jedno proste "KOCHAM CIĘ"??
wtorek, 19 czerwca 2007
Naukowe bzdety...
Gdyby krzyczało się przez 8 lat, 7 miesiecy i 6 dni wyprodukowaloby się wystarczajaco energii do podgrzania 1 filizanki kawy. Wszystkie kobiety powinny skierować swój krzyk na filiżanki a nie na swoich facetów... Może wtedy na coś by się przydał... Gdyby puszczało sie bąki bez przerwy przez 6 lat i 9 miesiecy wyprodukowaloby się gazu o energii bomby atomowej. Ludzkie serce wytwarza wystarczajace cisnienie aby wystrzelic krew na odleglosc 20 metrow . Orgazm swini trwa 30 minut. Karaluch zanim umrze moze zyc jeszcze przez 9 dni po odcieciu mu glowy Uderzajac glowa w sciane zuzywasz 150 kcal na godzine Pchla moze skoczyc na odleglosc 350 dlugosci wlasnego ciala. To tak jakby czlowiek skoczyl na odleglosc boiska. Sum ma ponad 27,000 kubeczkow smakowych Niektore lwy kopuluja 50 razy dziennie. Motyle smakuja jedzenie stopami. Osoby praworeczne zyja przecietnie 9 lat dluzej niz osoby leworeczne. Slonie sa jedynymi zwierzetami, ktore nie potrafia skakac Koci mocz swieci w podczerwieni. Strusie oko jest wieksze niz strusi mozg Rozgwiazdy nie maja mozgu. Niedzwiedzie polarne sa leworeczne. Ludzie i delfiny sa jedynymi stworzeniami, ktore uprawiaja sex dla przyjemnosci.
piątek, 08 czerwca 2007
Hej ho, hej ho, do pracy by się szło...
Podobno w Europie znane i szanowane są tylko trzy grupy społeczne wywodzące się z Polski... Pierwsza to byli prezydenci... Ich przedstawicielem jest Lech Wałęsa... Druga grupa to byli papieże (papieżowie??)... Ich przedstawicielem jest Jan Paweł II... Trzecia grupa to polscy budowlańcy... Tu przedstawicieli jest multum... O ile dwie pierwsze grupy są znane przez to co w życiu czyniły to mam mieszane uczucia co do trzeciej grupy... Dlaczego?? Już tłumaczę... Otóż kilka dni temu byłem u kolegi... Jak zwykle było nudno bo mój kolega to kretyn ale musiałem u niego spędzić kilka godzin bo on zawsze ma najlepsze nowości filmowe... Niestety ma też bardzo wolną nagrywarkę i dlatego czas się u niego dłuży... Tego dnia jednak było inaczej i to za sprawą polskich budowlańców... Wyjrzałem przez okno aby zobaczyć kto mnie wkurwia waląc mlotem pneumatycznym... Po kilku jednak minutach młot ucichł i gdy ponownie wyjrzałem przez okno oczom moim ukazał się taki widok...
![]()
Pomyślałem: Odpoczywają chłopaki, narobili się, należy im się... Sytuacja zaczęła być intrygująca po tym jak przez kolejne 10 minut żaden z nich nie dał znaku życia... żaden z nich nie ruszył ręką czy nogą, nie przypalił papierosa, nie odgonił wkurwiającej muchy... Totalnie zero życia... Po trzech kwadransach sytuacja się wyjaśniła po tym jak ten przy taczce (pierwszy z lewej) po prostu się przewrócił... Oni po prostu spali!!!... Ten w srodku (chyba majster - miał najczystsze ubranie i robił najmniej) spojrzał na niego po czym dalej poszedl spać... Z ciekawszych rzeczy można jeszcze dodać że ten co się wcześniej wywalił po jakichś 20 minutach od tego zdarzenia podniósł głowę, rozejrzał się i ponownie zasnął... I tak spali trochę ponad półtorej godziny... Myślicie że po drzemce wzięli się do roboty?? Mylicie się... Zabrali zabawki i poszli do domu... Powiecie że to głupia sytuacja?? Że nie warta notki?? Gówno prawda... Ta sytuacja udowodniła mi to, że nuda wcale nie musi być nudna... Przez ponad półtorej godziny wgapiałem się w śpiące postacie, co samo w sobie jest nudnym zajęciem, ale nie nudziłem się nawet przez moment... Jeśli na zachodzie nasi budowlańcy też tak pracują to gratuluję...
środa, 30 maja 2007
Krótki wykład o byłych związkach...
Co robicie jak Wam się zepsuje mikser?? Ale tak że się już go nie da naprawic... Wyrzucacie?? Ja też... A co z innymi rzeczami?? Monitor, telefon, telewizor, samochód, zwiazek, zegarek, lodówka?? Też rozstajecie się z tym?? Ja tak... Związek trafił tam nieprzypadkowo... Kiedyś napisałem notkę o pozostałościach po związkach ale co z samym związkiem?? Skończyć go tak jak się wyrzuca lodówkę?? Według mnie zdecydowanie TAK... Powiecie że tak się nie da?? A kto Wam to powiedział?? Zaczniecie pewnie gadkę że nie można porównywać związku do lodówki, samochodu albo zegarka... A dlaczego nie?? Przecież związek to rzecz... Wiem, wiem... Powiecie że tu w grę wchodzą uczucia... Ale przy zegarku czy samochodzie też uczucia wchodzą w gre... Ja tam kochałem wszystkie swoje samochody... Powiecie że tak wykreślić coś ze swojego życia jest ciężko?? A spróbujcie znieść lodówkę z czwartego piętra... Też jest ciężko... Dobra... Wiem że moja polemika jest nudna ale skoro dotarliscie do tego miejsca to pewnie i tak ją przeczytaliście... Już się nie mogę doczekać aż zapchacie mi skrzynkę mailami zawierającymi wyzwiska w których dominujące bedzie to że jestem cyniczny... Ale zanim zaczniecie mnie wyzywać przemyślcie czy nie ma w tym ziarenka prawdy...
środa, 16 maja 2007
Ten niesamowity zapach...
Znacie zapach i smak chleba?? Tak?? Świetnie... A gdzie go poznaliście?? W sklepie?? W domu?? Ja go poznałem w trochę innych okolicznościach niż poznaje je dzisiejsza młodzież... Specjalnie piszę "poznałem" bo jest wiele rzeczy których używamy a totalnie nie znamy ich wartości... I choć może dzisiajszy wpis wyda się niektórym dość dziwny to spróbujcie wczuć się w te sytuacje... Każdy z was powie "Wystarczy przejsc koło piekarni zeby poczuc jak pachnie chleb"... No moze nie każdy ale dużo osób tak powie... Takich ludzi zapraszam do supermarketów... Niech tam kupują pieczywo... Ja zapach chleba poznałem na wsi... Miałem kilka lat i ciocia u której byłem na wakacjach wysłała mnie do sklepu... Dumnie trzymałem w rączce 2 złote i szedłem przez wieś jakbym przynajmniej miał za te pieniądze kupić niepodległość Polski... No ale w końcu pierwszy raz szedłem do sklepu... Gdy już doszedłem do sklepu i porozganiałem wszystkich pijaków (odrobinka fikcji literackiej) dumnie powiedziałem do pani sklepowej: "Poplose chlep"... Pani sklepowa się uśmiechnęła i podała mi bochen chleba... Ledwo go udzwignąłem... Młodsi czytelnicy pewnie beda zdziwieni bo przecież chleb nie jest taki ciężki ale nie wiedzą co mówią... Kiedyś, szczególnie na wsi, sprzedawano gigantyczne chleby które ważyły 2,5- 3 kilo... Niosłem ten chleb przed sobą i wtedy poczułem ten zapach... Nie będę go opisywał bo się po prostu nie da... Nigdy więcej chleb tak nie pachniał...
wtorek, 24 kwietnia 2007
Potyczki z policją drogową...
Wyobraźcie sobie że jedziecie sobie naszymi pięknymi, szerokimi i dobrymi jakościowo (potrójna herezja) drogami... Silnik cichutko mruczy, z głośników sączy się ulubiona muzyka... Jest zajebiście... I nagle na jezdni zaczyna się coś dziać... Samochody hamują z piskiem opon... Tak się dzieje tylko w dwóch przypadkach: albo zdarzył się wypadek, albo przy drodze stoi policja... Spójrzcie na zdjęcie... Co widzicie??
![]()
Każdy szanujący swój portfel kierowca widząc taki widok wbrew prawom fizyki hamuje ze 150 km/h do przepisowych 80 km/h w mniej niż dwie sekundy... Klocki hamulcowe przechodzą taki test jakiego nie przeszłyby nawet na bardzo krętym odcinku specjalnym rajdu Korsyki i już grzecznie, spokojnie, z przepisową prędkością i z nudnym wyrazem twarzy jedziemy dalej... Nudny wyraz twarzy jest niezbędny ponieważ uśmiechających się zgarniają jako potencjalnych idiotów... Podjeżdżamy bliżej i co widzimy??
![]()
No jak nic radiowóz... Co z tego że nie ma przy nim policjanta?? Pewnie siedzi sukinsyn w środku i celuje do nas z radaru... Namierzył nas czy mu się nie udało?? Serce tłoczy krew z prędkością bolidu formuły 1, ręka nerwowo szuka portfela by jedną ręką przełożyć pięć dych do okładki w której jest dowód rejestracyjny i prawo jazdy... Tylko kierowcy to potrafią... Może uda się wyjść z tej sytuacji bez punktów karnych?? Z duszą na ramieniu podjeżdżamy bliżej i gdy już dokładnie widzimy samochód który obserwujemy od jakiegoś czasu mamy w myslach tylko jedną myśl: ZAJEBIE SUKINSYNA KTORY TAK POMALOWAL SOBIE SAMOCHOD!!!!!!!!
![]()
sobota, 21 kwietnia 2007
Dziś tekst który mój kumpel ocenił jako tekst dla inteligentnych... Moim zdaniem to tekst dla wszystkich... Na początek dwa słowa użyte w tekście które mogą nie być zrozumiałe (szczególnie dla ludzi nie lubiących chemii): egzotermiczny (egzo- + termiczny – gr. thermós ‘’ciepły) zachodząca z wydzieleniem ciepła, oddający ciepło. endotermiczny (endo- + gr. thermós ‘ciepły’) zachodzący z pobraniem ciepła z otoczenia, pochłaniający ciepło. A teraz tekst właściwy: Dr. Schlambaugh, wykładowca na wydziale chemicznym uniwersytetu kalifornijskiego znany jest z zadawania pytań na egzaminach w rodzaju: "Czemu samoloty latają?". W maju kilka lat temu, egzamin z termodynamiki zawierał takie oto pytanie: "Czy piekło jest egzotermiczne, czy endotermiczne? Potwierdź swój wywód dowodem". Większość studentów oparła dowody na poparcie swych tez na prawach przemian gazowych Boyle'a - Mariotte'a lub innych. Jeden student natomiast napisał, co poniżej: "Po pierwsze musimy założyć, że jeżeli dusze istnieją, muszą posiadać pewna masę. Jeśli maja masę, to jeden mol dusz także posiada masę. W takim razie, w jakim tempie dusze trafiają do piekła i w jakim je opuszczają? Myślę że możemy spokojnie założyć, ze jeśli dusza trafia do piekła, to już go nie opuszcza. Dlatego też, wymiana dusz z piekłem zachodzi tylko w jednym kierunku. Jeśli chodzi o dusze trafiające do piekła, przyjrzyjmy się rożnym religiom, istniejącym w dzisiejszym świecie. Niektóre religie mówią, że jeśli nie jesteś ich wyznawca, trafisz do piekła. Skoro jest więcej niż jedna taka religia, a ludzie nie należą do więcej niż jednej, możemy wnioskować, że wszyscy ludzie i wszystkie dusze trafiają do piekła. Na podstawie danych o śmiertelności i przyroście populacji, możemy spodziewać się wykładniczego wzrostu liczby dusz w piekle. Przyjrzyjmy się więc zmianie objętości piekła. Z prawa Boyle'a wynika, że aby w piekle temperatura i ciśnienie utrzymały się na stałym poziomie, stosunek masy dusz do ich objętości musi być stały. Pkt.1 Wiec, jeśli piekło rozszerza się wolniej niż dusze przybywają do piekła, wtedy temperatura będzie rosnąc, aż wszystko rozerwie się w diabły. Pkt.2 Oczywiście, jeśli piekło rozszerza się szybciej niż przyrasta liczba dusz, wtedy temperatura i ciśnienie spadną tak drastycznie, że całe piekło zamarznie. Wiec jak to jest? Jeśli zaakceptujemy postulat (podany mi przez Teresę Banyan na pierwszym roku), że "Prędzej piekło zamarznie niż się z Tobą prześpię", i biorąc pod uwagę, że wciąż nie udało mi się nawiązać z nią bardziej intymnych kontaktów, wtedy Pkt.2 nie może być poprawny - piekło jest egzotermiczne". Ten student jako jedyny dostał piątkę. Czy trzeba cokolwiek dodawać?? Ubawiłem się na tym tekście niesamowicie...
|